Dahlia Divin — złoto na skórze
Mirabelka, jaśmin sambac i cicha drzewna baza układają się tu w miękki blask późnego wieczoru.
Dahlia Divin od Givenchy ukazał się w 2014 roku i od pierwszej chwili czuć w nim gest nie głośny, lecz precyzyjny: nie błysk, ale równy, złocisty blask. François Demachy buduje kompozycję wokół jaśminu sambac, lecz zaczyna nie od białego kwiatu, a od owocu — ciepłej, miodowej mirabelki, lekko podświetlonej cytrusem i różowym pieprzem. Otwarcie nie jest musujące, tylko gładkie, jak sok na ciepłych palcach.
W sercu zapach rozwija się szeroko i spokojnie. Jaśmin sambac daje mu gęstość i kremową biel, kwiat pomarańczy — miękką goryczkę, a brzoskwinia — aksamitny miąższ. Róża nie wychodzi tu na pierwszy plan, konwalia trzyma delikatny chłód, a jabłko i czarna porzeczka dodają jasnego, owocowego echa, nie zamieniając kompozycji w deser. Wszystko zostało ułożone tak, by kwiaty i owoce nie spierały się ze sobą, lecz powoli rozpuszczały się jedne w drugich.
Baza Dahlia Divin jest szczególnie piękna w ruchu. Paczula i wetyweria zbierają słodycz i nie pozwalają jej się rozlać, sandałowiec wnosi suche, ciepłe drewno, cedr — czystą linię, a wanilia i białe piżmo układają się bliżej skóry jak miękka tkanina na ramionach. Jest tu deklarowany drzewno-szyprowy fundament, ale został wygładzony i wypolerowany: bez mchu, bez ostrości, z jasną, niemal jedwabną fakturą.
To zapach nie o dramacie, lecz o obecności. Trwa z godnością, zostawiając wrażenie zadbanej skóry, złocistego pyłu na obojczykach i ciepłego powietrza pod koniec dnia. Jest w nim kobiecość starej szkoły, podana jednak bez ciężaru — przez światło, tkaninę, owocowy miąższ i kwiatowy oddech.
Jeśli chcesz usłyszeć, jak jaśmin sambac spotyka mirabelkę i ciepłe drewno, do Dahlia Divin warto podejść powoli, z otwartym nadgarstkiem.